niedziela, 16 lutego 2014

Rozdział 3


Rozdział 3
Gwendolyn
Po zjedzeniu kanapek przyniesionych przez Gideona położyliśmy się na trawie I patrzyliśmy na sunące po niebie obłoki. Po czwartej Gideon powiedział wstając, że musimy się zbierać żeby zdążyć na elapsje. Zgodziłam się z nim i niechętnie zaczęłam podnosić się z ziemi. Uprzedził mnie pomagając mi wstać.
-Chciałabym przychodzić tu częściej.-Stwierdziłam patrząc z utęsknieniem na strumyk oddalający się od nas z każdym krokiem w kierunku wzgórza.
-Może uda się jakoś to załatwić.-Powiedział uśmiechając się do mnie.-Ale mam nadzieję że ten pies I jego pani będą mieli wtedy wolne. Krzyczała na nie dobre pięć minut za to, że źle trzymałem “Pimpusia”.
-To dlatego miałeś minę skazańca kiedy wracałeś na dół.-Powiedziałam wybuchając śmiechem.
-Wcale nie byłoby ci do śmiechu gdybyś ją słyszała.-Powiedział niby poważnym tonem jednak nie zdołał powstrzymać uśmiechu.-”Pimpuś musi być trzymany dwiema rękami pod brzuszkiem młody człowieku! Inaczej robi mu się niedobrze!- Powiedział próbując naśladować głos tamtej pani.
Zaczęłam śmiać się jeszcze bardziej, a Gideon dołączył do mnie.
* * *
Na elapsje dotarliśmy kilka minut po osiemnastej. Tym razem przywitał nas Pan Marley. Był on adeptem 1 stopnia o płomiennorudych włosach I zawsze kiedy się denerwował uszy robiły mu się całe czerwone. Zaprowadził nas pod pracownię Madam Rossini I już chciał zawiązać mi oczy kiedy Gideon krzyknął:
-Co pan robi?!
-Zawiązuję oczy pannie Gwendolyn.-Odparł nieco speszony Marley.
-Co tu się dzieje?- Spytał pan George wyłaniając się zza rogu.
-Pan Marley…-Zaczął rozwścieczony Gideon ale pan George nie dał mu dokończyć.
-Cóż pan wyprawia Marley?! Czy myśli pan, że po tym co Gwendolyn I Gideon nam powiedzieli nadal będziemy wszystko przed nią ukrywać?!
-No…nnie…ale…mmyślałem… że może…-Jąkał się Marley
-Niech pan lepiej nie myśli tylko pyta się tych wyżej postawionych.-Burknął Gideon nie kryjąc złości.-Gwenny chodź. Zaprowadzę cię do chronografu I wszystko przy nim ustawię, dobrze?-To ostatnie było skierowane do pana Georga, który skinął głową.
Gideon wyciągnął do mnie rękę. Położyłam na niej swoją, a on delikatnie ją ścisnął I poszliśmy w kierunku schodów prowadzących do pomieszczenia z chronografem.
* * *
Usiedliśmy na zielonej sofie w 1953 roku. Gideon objął mnie ramieniem I zaczął pomstować na pana Marleya. Gdy padło słowo "merde" położyłam mu palec na ustach I wstałam z kanapy.
-Nie możemy spędzić tak czterech godzin.-Powiedziałam-Proponuję małą wycieczkę na górę.-Dokończyłam uśmiechając się do niego lekko I odwracając do ceglanej ściany.
-Ale jak?-Zapytał Gideon-Przecież nie mamy klu...-Przerwał I zrobił wielkie oczy gdy zobaczył jak wyjmuję jedną z cegieł, a za nią są klucze, mapa I karteczka z hasłem dnia.-Ale skąd? Jak?
-Musiałam mieć jakiś sposób na spotkania z Lucasem więc dorobił mi kluczę, wsadził mapę korytarzy I karteczkę z hasłem dnia w miejsce za obluzowaną cegłą.
Gideon był pod wrażeniem. Przeprosił mnie za to że kiedyś mi nie uwierzył I jak mnie wtedy potraktował. Wzięliśmy kluczę I wyszliśmy nie zamykając za sobą drzwi.
* * *
-A więc to ty jesteś tym małym draniem z rodziny de Villers?-Zapytał Lucas gdy weszliśmy do jego gabinetu, a ja przedstawiłam Gideona.
-Tak.-Odpowiedział Gideon.-To chyba ja.-Dokończył patrząc na mnie z uśmiechem.
-A więc droga wnuczko I Gideonie co chcielibyście robić w tych czasach?-Spytał mój dziadek.-Możemy udać się na światową wystawę psów w Hide parku. Albo... Nie, nie ma tu nic innego do zrobienia.-Stwierdził z dezaprobatą.
-Chyba nie mamy odpowiednich ubrań jak na taką wycieczkę.-Odparłam z uśmiechem.-Może po prostu zostaniemy tutaj I napijemy się herbaty?
-Masz rację.-Powiedział Lucas-To będzie najrozsądniejsze co możemy zrobić.
***
Gdy wróciliśmy z elapsji Gideon odwiózł mnie do domu. Drzwi otworzyła Mama bo Pan Bernhard miał wolne. Przytuliłam ją w drzwiach.
-Cześć mamo.-przywitałam się.
-Dobry wieczór Pani Shepherd.-powiedział uprzejmie Gideon.
-Dobry wieczór.-odpowiedziała mama.-Właśnie siadamy do kolacji. Moja matka jest razem z Glendą i Charlottą w teatrze i obawiam się że prędko nie wrócą. Wyszły jakąś godzinę temu. Może zostaniesz u nas na kolacji?-to ostatnie było skierowane do Gideona.
-Nie chciałbym robić kłopotu.-powiedział Gideon.
-Oj, nie przesadzaj.-powiedziałam przewracając oczami.-No chodź!
I pociągnęłam go za rękę w głąb przedpokoju. Mama poszła do kuchni, a Gideon pomógł mi zdjąć kurtkę. Gdy weszliśmy do jadalni powitała nas Caroline.
-Byliśmy dzisiaj w kinie, wiesz? To była Roszpunka i mama kupiła mi taką lalkę.-powiedziała pokazując nam długowłosą lalkę Barbie.
-Super.-powiedział Gideon.-Następnym razem muszę iść z wami.
Uśmiechnęłam się.
-Kolacja.-powiedziała mama.- Mam nadzieję że lubisz spaghetti?
-Tak.-odpowiedział.- Nawet bardzo.
-Cieszę się.-mama uśmiechnęła się
Gideon usiadł pomiędzy Caroline I mną.
-Czy Gwenny jest ładna?-spytała się Caroline
-Bardzo.-odpowiedział
-Tak jak moja lalka?
-Tak.
-Kochasz ją?
-Oczywiście że tak.
-Hmmm...To znaczy że się z nią ożenisz, prawda?-spytała Caroline po chwili namysłu.
Wszystkich nas zamurowało. Szczerze mówiąc poza moim snem nie myślałam jeszcze nigdy o ślubie.
-Caroline, Gideon i Gwenny są jeszcze bardzo młodzi i nie muszą podejmować takich decyzji jak ślub.-powiedziała moja mama
-Co nie znaczy że nie kocham Gwenny.-powiedział Gideon patrząc na mnie z uśmiechem, który natychmiast odwzajemniłam. W tej chwili rozległ się grzmot i światło zgasło. Caroline pisnęła ze strachu.
-Spokojnie. To tylko burza kochanie.-Powiedziała mama biorąc Caroline na kolana.-Gwen możesz poszukać świeczek?
-Już idę, a gdzie mogą być?
-Chyba powinny być w schowku obok przedpokoju.
-Pomogę ci.-zadeklarował się Gideon.
Wrócilśmy po kwadransie bo znaleźliśmy je na najwyższej półce i Gideon musiał mnie podsadzić. Gdy w końcu zapaliliśmy świeczki mama wzięła jedną i poszła z Nickiem i Caroline na górę by położyć ich spać. Usiedliśmy z Gideonem na kanapie przy kominku w salonie. Po paru minutach powiedział:
-Chyba muszę już iść.-i zaczął się podnosić.
-Nigdzie nie pójdziesz.-powiedziała moja mama stanowczo do Gideona.-Nie puszczę cię do domu w taką pogodę i o tej porze. Możesz zostać u nas i spać w pokoju gościnnym.
-Nie chcę robić kłopo...-zaczął.
-Mamo możemy wyciągnąć materac.
-Dobrze. Idę po materac zaraz go przyniosę a wy możecie już iść do twojego pokoju Gwenny.
I poszliśmy. W moim pokoju przypomniałam sobie że pod poduszką mam koszulę nocną z Hello Kitty więc otworzyłam szafę żeby wziąć jakąś inną pidżamę, bo nie miałam zamiaru paradować przed Gideonem w takiej z Hello Kitty. Ale okazało się że w szafie mam tylko koszulę od cioci Maddy, której rękawy I dekolt obszyte są falbankami, a cała reszta jest w kwiecistych wzorach. Wybrałam Hello Kitty i wzięłam ją do łazienki żeby się przebrać. W tym czasie mama zdążyła przynieść materac, a jak wróciłam Gideon już na nim leżał w podkoszulku I bokserkach. Kiedy weszłam podniósł się I powiedział:
-Hello Kitty.-Uśmiechnął się.-Jakie słodkie.
Szturchnęłam go lekko w bok.
-I za to nie dostanę buziaka na dobranoc?-spytał z miną poszkodowanego.
Pocałowałam go szybko w policzek i położyłam się w łóżku. Błysk za oknem na chwilę oświetlił pokój, a ja ujrzałam szeroki uśmiech na twarzy Gideona.
-Ty wcale nie zamierzasz spać na materacu, prawda?
-Nie, nie zamierzam.-to mówiąc położył się obok mnie na łóżku.
-Dobranoc.-powiedziałam sennym głosem.
-Dobranoc.
***
Gideon
Gwenny szybko zasnęła. Jej głowa leżała na moim ramieniu, a ja słuchałem jak oddycha spokojnie. Kosmyk włosów spadł jej na czoło. Delikatnie odgarnąłem go i pocałowałem ją w czoło. Przytuliła sie do mnie mocniej obejmując ręką w pasie. Była taka piękna, jak mogłem tego nie dostrzegać na początku? Dlaczego zachowywałem się wtedy jak arogancki dupek? Nie zdążyłam odpowiedzieć sobie na to pytanie bo Gwen mruknęła pod nosem "śpij". I postanowiłem jej posłuchać. Chociaż raz w życiu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz